Wkrótce 2010-07-02 08:47:12

Formuła "Subiektywnej" powoli umiera. Myślę nad nowym projektem, klimatem - innym alterego. Narodziny nowego, śmerć starego.

Wkrótce.

skomentuj (5)

Chodzimy nad piekłem 2010-06-11 22:05:27

Zaufaj:
Czyż płatki kwiatów
nie sypią się w dół jak trzeba?

***

Nigdy nie zapominaj:
Chodzimy nad piekłem
ogladając kwiaty

Issa

Miałam jakieś 14 lat, gdy te dwa krótkie haiku Issy w przekładzie Czesława Miłosza wpadły mi w oko. Było to w w dzielnicy H., w nieistniejącej już bibliotece miejskiej dla dorosłych. Z uwagi na to, że od jakiegoś czasu nie mieliśmy już z bratem czego czytać w pobliskiej bibliotece dla dzieci, bibliotekarka pozwoliła nam zapisać się do tej dla dorosłych. To było wielkie przeżycie, nie tylko ze względu na poczucie jakiejś wyjątkowości z możliwości czytania rzeczy dla dorosłych, nie tylko dlatego, że bywaliśmy tam tak często, że nie musieliśmy nawet podawać nazwiska karty, ale przede wszystkim dla tylu książek, które można było odkryć.
Oprócz fantastyki, kryminałów czy biografii, dla mnie uderzeniem były wiersze. Te chociażby, mistrza Issy. Jakby mi ktoś zajrzał w głowę  i zapisał. Bo ja mam właśnie tak, że nie zapominam o piekle, i że z ufaniem bywa ciężko.

Czas się nie pyta, czy układam swoje sprawy, czy spełniam plany, biegnie po prostu nieubłaganie. S. ma dziecko, M. jutro wychodzi za mąż, w lipcu mężuje A. W tym morzu szczęścia tkwię jak wyspa bezludna, choć w tym położeniu niejedyna. Świat roi się od wysp, takich jak ja, takich jak ty - mruczy mi do ucha Kora. W powietrzu gęstym, nie do oddychania, dźwięki stają się senne, myśli leniwe.
Kota odbywa wieczorną walkę ze smyczą telefonu, która ostatnio niesamowicie ją fascynuje. Prawie tak bardzo, jak gwiazdka z dzwonkiem, którą przed totalnym rozszarpaniem ratuje co jakiś czas zaszywanie.

Może to jest tak, że podświadomie programujemy samych siebie, może wishful thinking czasem rzeczywiście się dzieje, choć nie do końca tak, jak chcieliśmy. Tak, oglądamy dzieci, szczęście i kwiaty. Dzieją się cuda. Czasem potrafię nie myśleć o tym, co poza, skupić się na tym, co jest. Czasem patrzę w uśmiechnięte mądre oczy i nie boję się tego, co przyniesie jutro. Czasem nawet słucham.

Kota przez sen pomerduje swoim tygrysim ogonem.
A ja chodzę nad piekłem.


skomentuj (6)

Etapy 2010-06-07 22:01:09

Na świecie pojawił się nowy człowiek. Ma na imię Magdalena, za jakiś czas będę miała przyjemność ją poznać. Co to ze mną zrobi, nie mam pojęcia. To w końcu też jakiś etap pożegnania z niespełnioną przyszłością, niespełnioną boleśnie w tym rejonie. Tego zestawu uczuć opanować nie potrafię.

Dziś wiele rozmyślam o etapach w życiu. O tym, że szybko się przyzwyczajamy i osiadamy, bo brakuje nam odwagi, by coś zaryzykować. Czasem osiąść: w miejscu, relacji, jakimś układzie jest łatwiej, niż cokolwiek ruszać. Tylko skąd wiadomo, że gdzieś tam dalej, indziej, nie będzie lepiej? Czasem zdarza się ta błogosławiona pewność: tu, z tobą, z nimi jest mi dobrze. Nie ruszajmy tego, nie zepsujmy. To się zdarza naprawdę i jest bezcenne: być pewnym. Najcenniejsze chyba, to być pewnym człowieka, ufać komuś bezwarunkowo.
Jest też pewność miejsca, tego gdzie się przebywa fizycznie, i tego w życiu. Nadal go szukam, choć wydaje się, że z poszarpanego obrazu całości wyłania się jakiś zarys. Co za kolejnym zakrętem?

Po drugiej stronie, na pustej drodze...
Wszystko już ogarnięte.
Co będzie, to będzie.






skomentuj (6)

Przerażająca w swojej prostocie 2010-05-23 00:30:44

Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy
Ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy


Dni mijają, splatają się w miesiące i lata. Coraz starsi, czy stajemy się jednocześnie, wraz z doświadczeniem, coraz mądrzejsi? Niekoniecznie. Czas weryfikuje prawdziwość intencji ludzi, których spotykamy na swojej drodze. Czy ten ktoś okaże się kimś, z kim warto spędzać czas, czy emocjonalnym wampirem, który wyssie z ciebie resztkę wiary w Człowieka? Czy jeszcze warto ryzykować? To pytanie pozostawiam otwarte, ponieważ nie potrafię na nie odpowiedzieć. Ani w swoim przypadku, ani ogólnie.
Im jestem starsza, tym większą mam pewność radykalności pewnych swoich postaw i decyzji. Tym bardziej też mi szkoda marnowania czasu na pierdoły i dla wszelakiej maści popaprańców. Mam swój świat, swoje rejony, głęboko przesycone esencją spraw dla mnie bezcennych i właśnie w nich mi najlepiej. Tego nie wolno rozmieniać na drobne. To się pokazuje tylko ludziom bliskim.
To, co wydaje się tak przerażajaco trudne, nieprzekraczalne, niemożliwe, jest takim głównie dlatego, że nie wierzymy. Najczęściej w siebie, we własne możliwości. Później nie wierzymy we wsparcie, w kogoś, kto wytrwałby u naszego boku (czasem dosłownie) pomimo wszystko, w momentach największej słabości, samotności, często rozpaczy. Nie wierzymy w końcu w ludzką szczerość i bezinteresowność, w co uwierzyć dziś chyba najtrudniej.
Dziś najtrudniej uwierzyć w człowieka.

Piłam kawę, bardzo późnym wieczorem. Zapłaciłam rachunki. Z głośników sączyła się muzyka, ta moja wieczorna, ukochana. Uderzyła mnie myśl jasna, przerażajaca w swojej prostocie, czysta i pewna.
Już wiem.


skomentuj (9)

Kraków, może to mój nastrój 2010-05-12 01:23:39

Dopiero co wróciłam z Warszawy, jeszcze nie zdążyłam odespać, odpocząć cokolwiek, dziś Kraków.
Tym razem mój Kraków dziwny, wycofany. Na marginesie kolacja w piwnicznej Da Pietro, wśród rozmów o mediach i dziennikarstwie, z wpatrzonym we mnie i dogadzającym na każdym kroku S., który nie wiedzieć czemu po prostu mnie lubi. Jego choroba wywołuje moją panikę, bo to bardzo mało przyjemny i źle rokujący pat. Narazie cieszymy się chwilą. Dzisiejszego wieczora winem, rozmową. Ostatnio przytula mnie zawsze na powitanie i pożegnanie. Wiem, że tego choć przez kilka sekund potrzebuje i że potrzebuje tego ode mnie. Na szczęście rozumie moje zdziczenie i nie oczekuje rzeczy niemożliwych. Akurat tyle, przy wszystkich swoich oporach mogę.
Dzisiejsze fotografie oszczędne, wybiórcze. Nastrój mąci brak czasu, potworne zmęczenie i widok K. przylepionej do P. Im dalej próbuję od tego obrazka uciec, tym bardziej staje się to niemożliwe. Czasem naprawdę jest dobrze, ostatnio częściej nie bardzo. Może dlatego, że moje Kiedyś było prawdziwe. Może dlatego, że to, co prawdziwe i utracone boli do samych trzewi, do ostatniej czerwonej krwinki. Nie mam złudzeń, że czas to leczy, raczej przekształca w jakiś rodzaj głębszego rozumienia, w perspektywę, z której widać drogę, w której nie było miejsca na happy end. Jest we mnie wciąż, po tylu latach puste, niezastępowalne miejsce.
Rozmawialiśmy chwilę o KK. o jej oszustwie, które w końcu wyszło na jaw. Nadal nie rozumiem, jak można być podłym w tak ochydny sposób. Jak można komuś rozpieprzyć życie, wszystkie relacje, w tym też tę wtedy najważniejszą. Nie mam siły o tym myśleć, nie jestem w stanie tego zrozumieć. Niech jej Bóg wybaczy, ja chciałabym po prostu zapomnieć.
Jestem trochę rozpieprzona.

Za chwilę siadam do pracy. Jest cisza i noc, i presja czasu. W głowie słyszę głos Artura Rojka, te słowa i ten klimat z fenomenalnej płyty Miłość w czasach popkultury.
Kraków. Maj. Tuż po 33 urodzinach.
Nadal bez perspektywy na happy end.


Kraków jeszcze nigdy tak jak dziś
nie miał w sobie takiej siły i
może to ten deszcz, może przez tę mgłę
może to mój nastrój,
ale w każdej twarzy ciągle widzę cię.
(...
)
Widzę cię - tak wiem,
nie zrobię więcej zdjęć - tak,
wiem

skomentuj (3)

Księga Gości